Fort III - fakty

Zapomniane miejsce zbrodni

Fort III w Pomiechówku codziennie mijają tysiące ludzi. Tuż przy nim biegnie trasa szybkiego ruchu. Niewiele osób wie, że przejeżdża obok jednego z najbardziej tragicznych miejsc na Mazowszu. Jest to miejsce straszne, naznaczone krwią, cierpieniem i śmiercią tysięcy ludzi.

Podstawowe daty z historii Fortu

  1. Budowa Fortu rozpoczęła się w 1883 r. w ramach budowy pierwszego, wewnętrznego pierścienia fortów Twierdzy Modlin.
  2. W dniu 30 sierpnia 1884 r. Fort odwiedził Car Aleksander III.
  3. W dniu 10 listopada 1887 r. formalnie oddano Fort do użytku i dokonano jego poświęcenia.
  4. Fort był od chwili wybudowania wielokronie modernizowany a ostateczny kształt uzyskał w latach 1912-1914.
  5. W trakcie I wojny światowej Fort znajdował się na głównej linii niemieckiego natarcia. Został zdobyty przez Niemców 19 sierpnia 1915 roku, bez większych walk.
  6. W 1918 r. przejęty został przez wojsko polskie.
  7. W okresie międzywojennym stacjonował w Forcie 32 Pułk Piechoty.
  8. Od 1926 roku Fort pełnił funkcję magazynu uzbrojenia.
  9. W trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku Fort znajdował się na linii natarcia wojsk niemieckich. Był broniony przez 21 dni, aż do kapitulacji Twierdzy Modlin i nie został zdobyty - poddał się 29 września 1939 r.
  10. W latach 1941 – 1945 pełnił funkcję obozu dla przesiedleńców (do czerwca 1941 r.), miejsca przetrzymywania Żydów (lipiec – sierpień 1941), więzienia karno – śledczego (1942-1945).
  11. Od 1952 roku Fort stał się ponownie składnicą wojskowej amunicji i miał takie przeznaczenie aż do roku 2006.
  12. W maju 2009 roku Fort został wpisany do rejestru zabytków.
  13. Aktualnie Fort jest w dyspozycji Agencji Mienia Wojskowego.
  14. Od jesieni 2018 roku teren Fortu jest miejscem badań Instytutu Pamięci Narodowej.

Architektura Fortu

Pod względem architektonicznym Fort III w Pomiechówku nie wyróżnia się szczególnie na tle podobnych obiektów. Zbudowany został w latach 1883 - 1888, równolegle z pierwszymi dwoma fortami Twierdzy Modlin. Ma kształt trapezu i jest bardzo dobrze zachowany. Wyposażony jest standardowo w ceglane koszary szyjowe 17-komorowe, przykryte ziemią. Fort ma cztery dziedzińce wewnętrzne, przedzielone krytymi ziemią kazamatami. Na dziedzińcach znajduje się w sumie 5 zespołów kazamat ceglanych, wzmacnianych betonem, całość jest osłonięta wałem. Fosę w szyi fortu chroni mur Carnota – jedyny zachowany w modlińskich fortach. Dostępu do szyi fortu i koszar broni połączona z murem kaponiera szyjowa. Przeciwskarpa głębokiej fosy jest betonowa na całej długości. W przeciwskarpie są dwie kaponiery barkowe i jedna czołowa z przelotnią. Na wale, w barkach Fortu znajdują się dwa betonowe tradytory.

Pierwsi więźniowie

Niemcy już w październiku 1939 r. dokonali podziału polskich ziem. Północną część Mazowsza wcielili do Rzeszy, nazywając ją Rejencją Ciechanowską. Teren ten miał być poddany akcji wysiedlania Żydów i Polaków, celem osiedlenia w ich gospodarstwach Niemców. Wypędzanie ludzi do Generalnej Guberni zaczęło się już w grudniu 1939 r. Zanim wysiedleńcy trafiali do miejsca docelowego, byli przetrzymywani w zbiorczych obozach przejściowych. Jednym z nich był Fort III w Pomiechówku, do którego w ramach akcji przesiedleńczej od marca 1941 r. trafili rolnicy z okolic Płońska i Sochocina (około 2000 ludzi) oraz duchowieństwo z kościoła mariawickiego z Felicjanowa.

Rozpoczęły się najczarniejsze dni w historii Pomiechówka. Warunki, w jakich przebywali wysiedleńcy były tragiczne. Ludzie leżeli całymi rodzinami na betonowej podłodze, w przepełnionych celach. Do ubrania mieli tylko to, co mieli na sobie. Na spakowanie się i załadowanie na ciężarówki Niemcy dali zaskoczonym rodzinom tylko kilka minut a i tak większość drobnych węzełków kazali zostawić przed wejściem na ciężarówkę. Do jedzenia przesiedleńcy otrzymywali dwa razy dziennie po kawałku chleba a na obiad miskę rozwodnionej zupy z brukwi i buraków pastewnych. Wachmani odnosili się do więźniów z okrucieństwem i sadyzmem. Rekrutowali się w znacznej części z okolicznych Volsksdeutschów, którzy z dumą nosili niemieckie mundury. Pod byle pretekstem bili ludzi pejczami, pałkami i kolbami karabinów. Odnoszone rany, głodowe racje żywieniowe i fatalne warunki sanitarne powodowały, że w celach szerzyły się choroby i wszawica. Szczególnie źle traktowani byli przetrzymywani w celach Żydzi (przetrzymywani byli oddzielnie od innych więźniów). Skala okrucieństwa ciągle rosła. Wysiedleni z własnych gospodarstw rolnicy z rodzinami przebywali w Forcie do końca czerwca 1941 r. Pod koniec czerwca Niemcy wywieźli większość mężczyzn na roboty przymusowe do Niemiec a Żydów do obozu w Działdowie. Pozostali więźniowie – głównie kobiety i dzieci, zostali wypuszczeni z Fortu z zakazem powrotu do domu.

Żydzi w Forcie III

Od lipca 1941 r. w Forcie zaczęto osadzać Żydów, którzy nie posiadali dokumentów meldunkowych. Celem tych działań było zmniejszenie zagęszczenia ludności w gettach północnego Mazowsza.  Do Fortu III Niemcy zaczęli zwozić Żydów z Nowego Dworu Mazowieckiego, Płońska, Mławy, Ciechanowa, Bodzanowa, Sierpca, Bieżunia, Zakroczymia i Raciąża.

Więźniowie oprócz głodu, braku wody i ogromnego zagęszczenia w celach doświadczali bestialstwa ze strony wachmanów oraz ze strony żydowskiego milicjanta – Majlocha Hoppenbluma. Śmiertelność wśród przetrzymywanych była bardzo wysoka. Ludzie umierali w wyniku brutalnych pobić, egzekucji i chorób. Nadzór nad działalnością Fortu III sprawowali gestapowcy – komisarz Schaper z Nowego Dworu Maz. oraz SS – Sturmannfuhrer Schultz z Ciechanowa. Na czele więzienia stał komendant. Oprócz funkcjonariuszy gestapo i SS w skład załogi wchodzili strażnicy (wachmani) i pracownicy administracji. Wywodzili się przeważnie z volksdeutschów i kolonistów niemieckich (Aleksander Repsch z Nowego Modlina, Bracia Wendt z Nowego Dworu Maz.). Właśnie tę ostatnią grupę cechowała szczególna brutalność i okrucieństwo.

W dniach 6 - 9 lipca 1941 r. do Fortu dotarła duża grupa Żydów z getta w Nowym Dworze Maz. (około 2000 osób), z Zakroczymia (107 osób) i Płońska (około 1200 osób). Przebywali w Forcie w szesnastu celach budynku głównego koszar do dnia 14 sierpnia 1941 r. Rady żydowskie z Płońska i Nowego Dworu starały się pomóc Żydom uwięzionym w Pomiechówku i wysyłały im paczki żywnościowe. Szczególnie przewodniczący płońskiego Judenratu - Jakub Ramek zasłużył się o organizowaniu pomocy. Pierwsze dni w Forcie III tak wspominał mieszkaniec Nowego Dworu Abram Błaszka: Ruszyliśmy w kierunku Modlina (…), gdy skręciliśmy na most narwiany, każdy zdawał sobie sprawę, że prowadzą nas do fortów w Pomiechówku. I tak rzeczywiście było. Po godzinnym marszu byliśmy pod wrotami tego przeklętego fortu. Przy wejściu przeliczyli nas i zaprowadzili do wnętrza. Szturmista podzielił nas po celach po około 200 osób i rozkazał usiąść na asfalcie. W celach panowało milczenie (…) Każdego trapiła ta sama myśl: Co będzie dalej? Co zrobią  z nami? Czy wyjdziemy stąd żywi? Rano nikt nie otrzymał niczego do jedzenia, zewsząd słyszalny był płacz dzieci. Matki starały się je uspokajać, ale nic nie pomagało. Płacz i krzyki głodnych i przestrasznych dzieci wzrastały. Przed południem przeprowadzono rewizję i kazano wszystkim opuścić cele. Na dziedzińcu stał stolik, przy którym siedział żandarm. Obok niego stali dwaj szturmiści, jeden z nich Wilhelm Netzel volksdeutsch z Nowego Dworu zwany był „mistrzem bicia Żydów”. Uderzał każdego i zabierał wszystkie cenne rzeczy. Każdy dowód został zabrany (…). Po co wam dowody, skoro i tak stąd nie wyjdziecie – mówił Netzel. Koniec rewizji. Na stoliku leżała pełna kupa pieniędzy. Wróciliśmy do swoich cel. Wieczór już zapadał. Zmęczeni i wygłodzeni, wyciągnęliśmy się na asfalcie i zasnęliśmy twardym snem. Następnego dnia pod bramę Fortu przybyła okoliczna ludność i przerzucała chleb przez płot. Tłum więźniów rzucał się na bochenki i rozrywał je na drobne kawałki. W kolejnych dniach strażnicy już nie dopuszczali miejscowych w pobliże Fortu. Po południu przyjechał wóz z chlebem od nowodworskiego judenratu. Niemcy ustawili Żydów w długiej kolejce i dawali stojącym po jednej kromce. Wieczorem rozdział chleba zakończono i wpędzono ludzi do cel. O północy ruch. Krzyk, hałas, zgiełk. Przywieźli Żydów z Płońska. Pobici, z obandażowanymi głowami, weszli z hałasem do swoich cel i wyciągnęli się na swoich tobołkach. W Forcie brakowało wody. Gdy po raz pierwszy pojawiła się beczka z wodą, zapanowała powszechna radość. Przy beczce uformowała się natychmiast kolejka. Ale cóż znaczyła jedna beczka dla tylu ludzi. Ludzie bezpardonowo walczyli o życie, jeden wyrywał drugiemu z trudem zdobytą wodę a znaczna jej część wylewała się przy tym na ziemię. Niemcy nie mogli utrzymać porządku i zaczęli strzelać w tłum. Kosztowało to życie 16-letniego chłopca, a i wielu innych zostało rannych. Beczka szybko się opróżniała, więc do wożenia wody wachmani wybrali 15 więźniów, których Niemcy zaprzęgali do wozu. Wody stale brakowało, przez pierwsze cztery tygodnie ludzie nie mieli nawet szans się umyć. Panowało ogromne zawszenie. Do bolesnych faktów trzeba zaliczyć działalność żydowskiej milicji w Forcie. Dziewięciu Żydów z opaską na lewym ramieniu i gumową pałką w prawej ręce pilnowało porządku w celach i na dziedzińcu Fortu. Podlegali bezpośrednio naczelnikowi obozu – Zydlerowi. Przywódcą tej 9-osobowej bandy był Żyd z Nowego Dworu, „król żydowski” – Majloch Hoppenblum. Znany był z tego, że chodził po celach z pałką i bił bez powodu. Wymagał, aby ustępowano mu z drogi, jak Niemcom. Oba judenraty – nowodworski  i płoński posyłały do Pomiechówka wozy z żywnością. Z Nowego Dworu przywożono chleb i zupę w kotłach, z Płońska tylko suchy prowiant. Dzieleniem jedzenia zajmowała się grupa Majlocha, która najczęściej przejmowała żywność i paczki przychodzące do obozu, i dzieliła między sobą. Przestępstwa te powtarzały się nagminnie a przez niemiecką załogę były tolerowane i popierane. Gdy Endel z Sierpca poszedł meldować, że nie otrzymał paczki, bo ją Majloch skradł – został przez Niemców rozstrzelany. Najbardziej hańbiąca była działalność Majlocha w stosunku do chorych. Niemcy obawiali się w obozie epidemii, więc każdego chorego izolowali w osobnej celi tzw. „szesnastce”. Większość chorych rozstrzeliwano: Zobaczyłem, że ci jeszcze żyją i chcą piasek sypany na twarz otrząsnąć rękami, zdębiałem ze strachu. Stojący obok mnie szturmowiec z wyciągniętym w moją stronę karabinem przynaglał mnie, grożąc, że jeśli nie wykonam polecenia, mnie też każe wtrącić do tego grobu.

Selekcję chorych w celach przeprowadzał właśnie Majloch i on decydował o życiu lub śmierci więźniów. Za pieniądze można było się u niego wykupić. W końcu przyszedł kres jego poczynaniom. Gdy z Płońska przyjechały dwa wozy z żywnością Majloch spoliczkował rozdzielającego paczki Szlomo Fuksa z płońskiego judenratu. Ten powiedział do wszystkich: Żydzi, od jutra będzie inaczej. Rzeczywiście, nazajutrz do Pomiechówka przyjechał samochód z Płońska z tamtejszym prezesem Judenratu Jakubem Ramkiem. Majloch został z Fortu zabrany i powieszony w Płońsku.

W nocy z 3 na 4 sierpnia 1941 r. zaczęło się w Forcie istne piekło. Niemcy byli pijani chodzili po celach i wybierali najładniejsze dziewczyny, zabierali je ze sobą i gwałcili. (…) Nad ranem rozległy się strzały. Następnego dnia wybrali więźniów do kopania grobu, po skończonej pracy wszystkich rozstrzelali. Śmierć stała się codziennością. Na ogół umierali mężczyźni. Groby były masowe, po około 50 osób. Nie zasypywano ich, dopóki nie były pełne. Po sześciu tygodniach pod bramę Fortu podprowadzono ok. 200 podwód, aby wszystkich ocalałych więźniów wywieźć do Generalnej Guberni. Na szosie prowadzącej z Nowego Dworu do Jabłonny, tuż przy granicy w Skierdach wozy zatrzymano i podpalono. Kazano nam iść w lewo. Kto miał siły, ten szedł, słabych spychano do ognia i strzelano do nich. Strażnicy krzyczeli: Precz do Warszawy jeść obierki, groch i zacierki. Ludzie całą noc włóczyli się po lasach i polach aż wreszcie dotarli do Ludwisina (dziś dzielnica Legionowa). Stamtąd udali się do getta do Warszawy. Tak zakończył się pobyt żydowskich więźniów w Pomiechówku.

Więzienie karno - śledcze

Po usunięciu z Fortu III Żydów, Niemcy przeprowadzili na terenie obozu  prace budowlane, przerabiając go na więzienie karno – śledcze. Tę funkcję pełnił aż do końca wojny. Przetrzymywano w nim uczestników zbrojnego podziemia, okolicznych rolników podejrzewanych o współpracę z partyzantami, zbiegłych z gett i ukrywających się po lasach Żydów, a w końcowym okresie – radzieckich jeńców i niemieckich dezerterów. Były więzień obozu Władysław Grylak tak wspominał to miejsce: Obóz w Pomiechówku mogę krótko określić jako jedną z największych katowni i najbardziej ohydne miejsce zbrodni jakie istniało podczas okupacji na terenie III Rzeszy i terenach zagarniętych przez wojska niemieckie. Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. Podczas okupacji przeszedłem aż przez 5 obozów hitlerowskich – Pomiechówek, Oświęcim, Mauthausen, obóz w Jugosławii i Neumark. Katownia w Pomiechówku pod każdym względem była najgorsza. W najbardziej zwyrodniały sposób faszyści niemieccy znęcali się nad więźniami. Więźniów mordowano masowo, bez jakichkolwiek podstaw, w sposób szczególnie wyrafinowany i zwyrodniały. W Pomiechówku było również najgorsze wyżywienie i najgorsze warunki sanitarne. Na tzw. „górce”, w prawej stronie czoła fortu zbudowano 19-metrowej długości szubienicę. Niemcy jednorazowo wieszali na niej nawet 40 osób. Takie egzekucje nie były rzadkością. Ludzie przebywali w pomieszczeniach Fortu w całkowitych ciemnościach, na betonie. Było tak ciasno, że w wielu celach ludzie leżeli na betonowej posadzce bokiem. Za posłanie służyła więźniom słoma, w której roiło się od wszy. W kwietniu i maju 1943 r. do Pomiechówka trafiło kilkudziesięciu działaczy PPR i GL z okolic Płocka. Wśród skazanych na śmierć byli: Jan Orliński, Lucjan Piotrowski, Adam Iwański, Adam Ulicki oraz ludowcy: Stefan Nowak, Jan i Stanisław Rumiankowie, Zygmunt Szewczykiewicz, Jan Sobiecki, Szczepan i Wawrzyniec Siedlichowie. Wśród ofiar był również Jan Wilczyński, były dowódca GL okręgu płockiego, Antoni Kurach, dowódca GL powiatu płockiego. Władysław Grylak wspominał: W obozie w Pomiechówku przebywałem w okresie od 6 maja 1943 r. do dnia 17 listopada 1943 r. W Forcie III jednorazowo przebywało około 700—800 więźniów. Rotacja więźniów w obozie była bardzo duża. W okresie, gdy ja przebywałem w obozie, hitlerowcy mordowali przeciętnie 30—40 więźniów każdego dnia. Wyjątkowym dla mnie dniem podczas pobytu w obozie był dzień 12 lub 13 listopada 1943 r. Wtedy to właśnie hitlerowcy powiesili na terenie obozu 30 więźniów (członków PPR). Wśród powieszonych był mój rodzony brat, Tadeusz Grylak, który liczył 17 lat. W dniu 15 kwietnia 1943 r. do Fortu trafiła 300-osobowa grupa wysiedlonych mieszkańców wsi z terenów Puszczy Kampinoskiej – Zamościa, Górek, Zamczyska, Nart. Rolnik Józef Bargieł z Zamościa, stwierdzał: 15 kwietnia 1943 r. zostałem zabrany w czasie obławy przygotowanej przez Niemców do obozu w Pomiechówku. Byłem w grupie 300 osób, byliśmy z trzech wiosek. W dniu 24 czerwca 1943 r. zwolniono nas 7 osób. Moi bracia: Władysław i Franciszek, zginęli w Pomiechówku. Największym okrucieństwem odznaczali się gestapowcy Ciborowski i Plewko. Ciborowski odbił mi jedno płuco i złamał żebro. Leczę się na to do chwili obecnej. Byłem zatrudniony na terenie obozu przy kopaniu ziemi, podszedł do mnie Ciborowski i trzonkiem od szpadla uderzył mnie kilka razy w plecy, złamał mi żebro. Widziałem również, jak Ciborowski bił w podobny sposób innych więźniów, lecz nazwisk ich nie pamiętam. Widziałem, jak psy szczute przez gestapowców szarpały Kościńskiego, Orzechowskiego z Zamościa. Stanisław Kościński z Zamościa tak zapamiętał Fort III: 15 kwietnia 1943 r. zostałem zabrany razem z 16-letnim synem Janem do obozu w Pomiechówku. Kto i dlaczego mnie zabrał, tego nie wiem. W obozie syn umarł z głodu. Kiedy otrzymałem miskę z gorącą zupą i postawiłem na ziemi, żeby ostygła, podszedł do mnie nieznany Niemiec, pytał, co ja robię, a kiedy odpowiedziałem, że studzę zupę, kopnął miskę, wylał zupę, a mnie pobił dotkliwie laską. Niemcy sprowadzili wóz konny, kazali więźniom załadować ziemię, a następnie 10 więźniów pchało ten wóz, a Niemcy kijami bili więźniów, ażeby ten wóz ciągnęli. Ponieważ więźniowie osłabieni, wycieńczeni z głodu nie mieli siły pchać wozu z miejsca, Niemcy kijami bili więźniów. Mnie Józef Ciborowski poprzetrącał ręce trzonkiem od szpadla i do chwili obecnej mam je bezwładne. Kiedy wracałem z łaźni, widziałem, jak brata mojej żony, Władysława Piotrowskiego, prowadzili z przesłuchania. Był cały pokrwawiony i na drugi dzień zmarł. Stosunek strażników i gestapowców wobec więźniów cechował się nieludzkim okrucieństwem. Za zabicie kogokolwiek nie groziła im żadna kara. W skład załogi oprawców wchodzili lokalni volksdeutsche z pobliskich Gałach (Czesław Bross, Roman Bross, Edward Bross),  Bronisławki (Józef Ciborowski), Stanisławowa (Helena Mudrow, Konstanty Mudrow, Grzegorz Mudrow) Nowego Modlina (Robert Heigel, Aleksander Repsch, Jerzy Scherfer). Jedną ręką byłam przykuta do ściany, drugą starałam się bronić przed psem. Pies poszarpał mi całe ubranie, a poza tym gryzł mnie po całym ciele. Najwięcej pies ten pogryzł mnie w nogę – tak zeznała więźniarka Marianna Truszczyńska, którą bił i szczuł psem gestapowiec Wendt z Nowego Dworu. W Forcie mordowano złapanych w okolicy, ukrywających się Żydów. W dniu 20 marca 1943 r. wachman Zygmunt Studziński wraz z innymi Niemcami przyprowadził do Fortu czternaścioro żydowskich dzieci ukrywających się w lesie pod Pomiechówkiem. Dzieci te, w wieku od 2 do 14 lat, zostały na zapleczu Fortu rozstrzelane. Prawdopodobnie w takich okolicznościach zginął Izrael Słucki, ukrywający się z rodziną w Kosewku. Józef Olszewicz, rolnik, który w latach 1941–1944 woził ziemniaki do obozu w Pomiechówku wspominał: Otrzymałem z majątku przepustkę, na podstawie której zezwalano mi na wjazd z ziemniakami na teren obozu w Pomiechówku. Przypominam sobie, że w skład załogi obozu wchodził między innymi będący w stopniu podporucznika Jerzy Scherfer. Scherfera znałem z okresu przed wybuchem II wojny światowej, był on mieszkańcem tej samej wsi Nowy Modlin. Na początku mojej pracy w obozie byłem świadkiem następującego zdarzenia: było to chyba w lutym albo w marcu, widziałem, jak Niemcy jechali bryczką zaprzężoną w dwa konie, do konia była przykuta łańcuchem właścicielka sklepu spożywczego z Kroczewa, Jędrachowa, a do bryczki byli również przykuci łańcuchami: aptekarz z Zakroczymia Kowalewski, nie znany mi zakonnik kapucyn oraz nie znany mi nazwiskiem weterynarz. Osoby przeze mnie wymienione zostały zawiezione do trzeciego fortu i tam rozkuto ich z łańcuchów. Po rozkuciu z łańcuchów z bryczki zeskoczył Jerzy Scherfer i inny gestapowiec, po czym obaj zaczęli bić po twarzy i po całym ciele gumowym kablem osoby, które były przykute łańcuchami. Ja to zdarzenie obserwowałem będąc w bezpośredniej odległości od miejsca zdarzenia. Pytałem się Jerzego Scherfera, dlaczego biją tę kobietę, którą znałem osobiście. Scherfer odpowiedział mi: «budują Polskę podziemną». Scherfer był gestapowcem, miał na czapce znak trupiej czaszki. Następnie jeden z gestapowców zaprowadził Kowalewskiego, zakonnika i weterynarza do bunkra i tam ich zamknięto. Jerzy Scherfer zaprowadził Jędrachową do biura. Ja przed biurem zrzuciłem ziemniaki i przez okno obserwowałem, co się dzieje w biurze. Widziałem przez okno, jak Scherfer kazał położyć Jędrachowej ręce na stół i drewnianą linijką przyciskał jej całym ciężarem palce do blatu stołu. Słyszałem, jak pytał ją, gdzie jest jej syn. Jędrachowa odpowiedziała, że nie wie, gdzie jest jej syn. Scherfer trzymał lewą ręką Jędrachową za włosy i bił ją po głowie trzymanym w prawej ręce gumowym kablem. Następnie wepchnął ją do znajdujących się obok drzwi, które prowadziły do lochu, i drzwi zamknął. Nadmieniam, że Scherfer nie miał u lewej ręki trzech palców. Na drugi dzień przyjechałem do obozu ze słomą i widziałem we wnęce trzeciego fortu powieszoną na żelaznym haku — wmurowanym do ściany — Jędrachową. Jędrachowa była zaczepiona hakiem za szczękę i wisiała nago. Ja nie wiem, gdzie podziały się zwłoki Jędrachowej.

Oprawcy wymyślali najróżniejsze tortury. Najczęściej stosowali tzw. „stójkę”. Polegała ona na związaniu w przegubie rąk, które więzień miał złożone na plecach. Następnie podciągano go do takiej wysokości, na wmurowanych w ścianę kółkach, aby jego stopy nie dotykały ziemi. Kara ta była niesłychanie bolesna, stąd też w jej trakcie więźniowie tracili z bólu przytomność. Na skutek długotrwałego wiszenia na „kółkach” więźniom zrywały się ścięgna ramion. W wyniku tego następowała utrata władzy w rękach. Do „kółek” przykuwano też więźniów w celu ich wycieńczenia i zmuszenia do składania zeznań. Stanisław Walicki, więziony od 17 listopada 1943 do 16 marca 1944 r. opowiadał: Widziałem jak czternastoletnią dziewczynkę przykuto do kółka w ścianie. (...) Widziałem, że stała ona czternaście dni, aż zmarła. Kółka te do dziś można zobaczyć. Są wmurowane w narożnikach pomieszczeń (dawniej zbiorowych cel) w głównym budynku koszar Fortu.

W Pomiechówku ginęli także nauczyciele, księża, lekarze. Wśród zamęczonych znaleźli się nauczyciele: Jan Bieniek z Nasielska, Marceli Rzewnicki kierownik szkoły w Wębinach, Zygmunt Zyblewski z Pułtuska, Władysław Rutkowski - kierownik szkoły powszechnej nr 1 w Pułtusku, Stanisław Kamionowski - kierownik szkoły w Leszczydole, Wacław Jeżółkowski - kierownik szkoły w Karolinowie. Jan Bieniek tuż przed śmiercią stwierdził: Ja umieram, ta operacja ze mną już się powtarza kilka razy. Gdy tracę przytomność, polewają mnie wodą i znów puszczają psy, ale nic im nie powiedziałem. Pozdrów żonę i dzieci. W obozie w Pomiechówku zostali zamordowani lekarze dr Józef Witwicki z Mławy i Szczuk z Serocka. Więzień Edward Woźniak zeznał też o zbrodniach na duchownych: Widziałem, jak do obozu przyprowadzili księży, po pół godzinie słychać było jęki, szczekanie psów, prawdopodobnie zostali rozszarpani przez psy. W Forcie III zostali także zamordowani: poseł Julian Łabęda i wiceprezydent Gdyni Aleksander Jezierski.

Masowe morderstwa

Dokładna ilość masowych egzekucji jaka miała miejsce w Forcie III w Pomiechówku jest niemożliwa do ustalenia. Niemcy zrobili wiele, aby zatrzeć ślady zbrodni. Część z nich jest jednak znana. W dniu 31 maja 1943 r. w zbiorowej egzekucji powieszono w Forcie 49 osób – głównie członków AK z Płońska, Nowego Miasta i Nasielska (42 z nich przywieziono kilka dni wcześniej z obozu w Działdowie). W dniu 25 czerwca 1943 r. rozstrzelano 172 osoby za przynależność do PPR i GL. Kolejna masowa egzekucja 150 więźniów odbyła się w sierpniu 1943 r. W listopadzie śmierć poniosło około 300 osób, 12 grudnia około 200 więźniów, pod koniec tego samego miesiąca Niemcy rozstrzelali 130 osób. W 1943 r. do Pomiechówka przywieziono również dziesięciu podoficerów 11. Pułku Ułanów Legionowych stacjonującego przed wojną w Ciechanowie oraz z posterunku Straży Granicznej w Ciechanowie. Żołnierze, w wieku od 33 do 49 lat zostali w Pomiechówku zamordowani. Istnieją rozbieżności co do okoliczności ich śmierci. Dwa źródła pisane podają, że wszyscy zginęli  zamurowani żywcem w bunkrach. W styczniu 1944 r. na „górce” powieszono 193 więźniów, 4 lutego - 123 osoby. Ostatnia masowa egzekucja jest związana z postępami na froncie Armii Radzieckiej, która w lipcu 1944 r. zbliżała się już do linii Wisły. Niemcy podjęli decyzję o ewakuacji Fortu III, by więźniowie nie zostali uwolnieni przez nadchodzących Rosjan. W dniu 29 lipca 1944 r. w sobotę, Niemcy popędzili ocalałych przy życiu więźniów na stację w Modlinie, gdzie miał oczekiwać pociąg ewakuacyjny. Do godzin popołudniowych pociąg jednak nie nadjechał, wobec czego zdecydowano o powrocie więźniów do Fortu. Więźniów zmuszono do kopania dołów. Następnego dnia, w niedzielę 30 lipca odbyła się masowa zbrodnia. W ten upalny dzień więźniowie szli na egzekucję oszołomieni, chwiejąc się na nogach. Wielu miało ręce powiązane drutem kolczastym. W miejscu egzekucji stał taboret, na nim wiadro z wodą. Niemcy, z powodu gorąca co chwilę obmywali sobie ręce i polewali się wodą. Przed południem zaczęli zabijać: Pod obozem słyszałyśmy (...) pojedyncze strzały. Strzałów tych było bardzo dużo. Słychać je było niemal bez przerwy od godziny jedenastej do  godziny osiemnastej w niedzielę 30 lipca 1944 roku. Strzały te słychać było w bardzo krótkich odstępach czasu (...) słyszałyśmy ich ponad dwieście. Śmierć wówczas poniosło 281 osób. Po wykonaniu tej straszliwej egzekucji została zniszczona obozowa dokumentacja, a od następnego dnia Fort był chwilowo opuszczony. W dniu 1 sierpnia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie, trwała też wielka bitwa pancerna wojsk niemieckich i radzieckich pod Radzyminem. Dopiero po ustabilizowaniu się sytuacji na froncie (wygrana bitwa pancerna i zamknięcie walczącej Warszawy), na przełomie sierpnia i września Fort znów stał się miejscem, w którym więziono Polaków. Tym, razem byli to młodzi mężczyźni, mieszkańcy okolic Warszawy, aresztowani i tym samym wyeliminowani z udziału w walkach powstańczych. Trzymani w kazamatach do końca 1944 r., byli wykorzystywani do prac przy kopaniu umocnień oraz przy zacieraniu śladów zbrodni. W podziemnych korytarzach Fortu do naszych czasów zachował się napis mieszkańców Wołomina i Marek (dzielnica Struga) poświadczający te zdarzenia. W tym czasie w Forcie przebywało od 400 do 500 więźniów. Na przełomie grudnia 1944 r. i stycznia 1945 r. obóz został ewakuowany. Więźniów popędzono na zachód w kierunku Płońska i Płocka. Dalszy ich los jest nieznany. Prawdopodobnie zostali zamordowani.

Likwidacja obozu i ekshumacje ofiar

Gdy stawało się jasne, że wojna zakończy się klęską Niemców, ci zaczęli zacierać ślady zbrodni i od stycznia 1944 r. ciała zmarłych lub pomordowanych więźniów wydobywali z dołów, sprowadzeni do tej pracy Żydzi. Brygada paląca zwłoki składała się z 16 Żydów. Były więzień Jan Pytlak opowiadał o spotkaniu z Żydem, którego hitlerowcy zmusili do palenia zwłok więźniów: Pewnego razu z jednym ze wspomnianych wyżej Żydów nawiązałem rozmowę przy ubikacji. Zapytałem co oni robią w Pomiechówku, gdyż poza nimi w Pomiechówku innych Żydów nie było. Żyd (...) opowiadał mi, że on i pozostali Żydzi robią w Pomiechówku straszną robotę na zapleczu fortu. Następnie powiedział, że oni właśnie, pod nadzorem wachmanów SS, odkopują doły ze zwłokami zamordowanych przez Niemców więźniów, że zwłoki w dołach oblewają ropą i je palą, zaś doły już z prochami tylko ludzkimi zasypują na powrót ziemią (...). Dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego od pewnego czasu siedzenia w celi nr 8, wciskał się do tej celi charakterystyczny, jakiś dziwny smród spalenizny. Początkowo zwłoki palono w dołach. Później zaś zrobiono do tego procederu specjalny ruszt. Na ruszcie tym kładzione były ciała na przemian z warstwami drewna. Gotowy już stos oblewano benzyną i podpalano. Ciała pomordowanych płonęły dniem i nocą. Świadczył o tym unoszący się nad okolicą słodkawy i duszący dym. Władysław Nagiel, który wraz z rodzicami mieszkał w czasie okupacji we wsi Stanisławowo znajdującej się w odległości około 300 metrów od zaplecza fortu opowiadał: Nie pamiętam dokładnej daty, ale chyba w styczniu lub w lutym 1944 r. mieszkańcy Stanisławowa zobaczyli pewnego dnia wieczorem, buchający z terenu fortu trzeciego ogień (...), później ogień przygasł, ale z terenu fortu zaczął się wydobywać duży dym o bardzo przykrym, mdławym zapachu. Dym ten snuł się przez wiele godzin i smród rozlegał się po okolicy. (...) Po tym wydarzeniu rozmawiałem z pracującymi przy wożeniu wody więźniami. Ci więźniowie powiedzieli mi, że na „Górce” fortu zostały spalone zwłoki zamordowanych tam uprzednio przez gestapowców wielu więźniów. Prochy spalonych rozsypywano w na całym terenie Fortu.

Po wyzwoleniu, w styczniu 1945 r. teren obozu przedstawiał straszny widok. Tak opisywała obóz Irena Janina Falkowska-Iglicka, żona Mateusza Falkowskiego, zamordowanego w Pomiechówku komendanta AK na powiat płocki, aresztowanego w Bodzanowie w dniu 18 września 1943 r.: Gdy weszliśmy na teren fortu, na środku był plac, a dalej z boku była szubienica. Na całym tym placu przy forcie śniegu nie było, a jak pamiętam, był żółty piasek. Na tym piasku widoczne były kupki popiołu, a inni ludzie, którzy tam byli ze mną, mówili, że jest to popiół ze spalonych ciał ludzkich. Prawie na całym placu, a może nawet do połowy placu, płytko zakopywane były zwłoki ludzkie. W wielu miejscach wystawały z ziemi ręce, nogi, gdzie indziej plecy lub też części ubrania. W pewnym miejscu na ścianie fortu były duże drzwi, na których wymalowane były lwy, tygrysy. Weszłam z innymi przez te drzwi do wnętrza fortu i tam znajdowała się ciemna, duża izba. Na ścianach fortu były jakieś napisy, ale nie znalazłam tam nazwiska swego męża. Drugie drzwi prowadziły do wnętrza fortu. Niedaleko nich stała jakby grzęda dla kur, tj. drążek na dwóch palikach. Ludzie, którzy tam byli, mówili, że więźniów wyprowadzano i kazano im usiąść na tym drążku w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych. Mówiono też, że więźniowie z tego drążka spadali i byli zabijani. Już wewnątrz fortu weszliśmy do długiej sali. W jednej ze ścian tej sali znajdowały się wmurowane haki. Informowano nas, że więźniów wieszano na tych hakach z rękami związanymi do tyłu i byli tam bici przez funkcjonariuszy obozu. W tym miejscu była izba, w której podłoga była cementowa, o pochyłej nawierzchni. Informowano nas, że Niemcy wprowadzali tam więźniów boso, a następnie puszczali gorącą wodę. Byłam też w następnej sali, o kopulastym suficie. W rogach sufitu pozostały jakieś urządzenia elektryczne. Na środku sufitu odbity krwawy kształt człowieka. W miejscu głowy i pośladków wybite były wklęsłości. Od tego kształtu krwawobrunatnego były ślady ściekającej krwi koloru brunatnego. Była jeszcze w forcie studnia głębokości kilkunastu metrów, o średnicy 1 metra. Znajdowała się tam woda do pewnej wysokości. Informowano nas, że więźniów wpuszczano do tej zimnej wody i tam musieli przebywać przez pewien czas.

Nie jesteśmy dziś w stanie określić dokładnej liczby zamordowanych w Forcie więźniów. Szacuje się, że przez Fort mogło przejść około 50 tysięcy ludzi, z czego śmierć w Pomiechówku poniosło nawet 12 tysięcy. Ginęli Polacy i Żydzi, żołnierze AK, NSZ, Batalionów Chłopskich i Gwardii Ludowej, komuniści, ludowcy, narodowcy, inteligencja, księża i chłopi. Praktycznie na wszystkich większych cmentarzach północnego Mazowsza znajdują się mogiły ofiar Fortu III w Pomiechówku – w Przasnyszu, Mławie, Czernicach Borowych, Krzynowłodze Małej, Ciechanowie, Płońsku, Nasielsku...

Powojenne ekshumacje

Pierwszym wójtem Pomiechówka po wyzwoleniu był Jerzy Kowalski. Jednym z jego najważniejszych celów było doprowadzenie do ekshumacji ofiar Fortu III. Wiązało się ono z ogromnymi oczekiwaniami społecznymi. Ekshumacja odbyła się 10 kwietnia 1945 roku (choć źródła wskazują też datę 20 kwietnia). Poprzedziła ją Msza Święta odprawiona wśród tłumów ludzi zgromadzonych na terenie Fortu. Następnie wyłapani z okolic niemieccy koloniści (przeważnie starsi ludzie, nie mający nic wspólnego ze zbrodniami popełnionymi w Forcie) zaczęli odkopywać zbiorowe mogiły. Rodziny pomordowanych przybyłe z całego Mazowsza, rozpaczliwie szukały ciał swoich bliskich. Zidentyfikowane szczątki zostały zabrane  i przeniesione na mazowieckie cmentarze, w tym na cmentarz parafialny w Pomiechowie. Nierozpoznanych pochowano w wielkiej mogile na placu na terenie Fortu. Wstrząsającą relację z ekshumacji grobu ofiar pomordowanych w dniu 30 lipca 1944 r. przekazała Helena Sarzycka: Byłam obecna przy czynnościach (...) Z dołu tego, wykopano 270 uprzednio zastrzelonych mężczyzn narodowości polskiej oraz 5 kobiet. Obok w mniejszym dole było zakopanych, zamordowanych przez hitlerowców 6 mężczyzn. Tych 6 mężczyzn miało na głowach założone worki i zawiązani byli drutem kolczastym. Tych sześciu mężczyzn to byli ci więźniowie, którzy według relacji naocznego świadka Gregorczyka, zmuszeni byli (...) zakopać do dużego dołu tych 275 więźniów. W obawie przed epidemią zaniechano ekshumacji pozostałych mogił, których naliczono wówczas sześć. Po zakończeniu ekshumacji, w kościele św. Anny odbyła się msza żałobna.

W dniu 14 listopada 1946 r. na terenie gminy Pomiechówek odbyła się kolejna ekshumacja – tym razem poległych nieznanych żołnierzy Wojska Polskiego z 1939 r. Przy tych czynnościach obecny był ówczesny wójt – Szczepan Orzechowski. Wszystkich ekshumowanych żołnierzy pochowano w zbiorowej mogile na pomiechowskim cmentarzu, tuż przed mogiłą ofiar Fortu III.

W dniach 18-19 czerwca 1948 r. odbyła się na terenie Fortu kolejna ekshumacja – tym razem zbiorowej mogiły więźniów ekshumowanych i pochowanych po ekshumacji z kwietnia 1945 r. Ekshumowano ponad 130 osób, których szczątki przeniesiono na cmentarz w Pomiechowie.

Jeszcze w dniu 13 listopada 1966 r. ekshumowano szczątki dwóch żołnierzy, na które natrafiono podczas prac budowalnych na terenie Fortu.

Upamiętnienie

Fort III jest jednym wielkim cmentarzem, miejscem cierpień i śmierci tysięcy ludzi. Śladów po tamtych czasach pozostało niewiele. Do naszych czasów zachowały się jedynie wyryte w ścianach, wstrząsające napisy więźniów idących na śmierć. W dniu 7 maja 1972 r. w Pomiechówku odbyła się sesja popularno-naukowa poświęcona zbrodniom niemieckim w  Forcie III, pod nazwą „Pomiechówek oskarża”. Organizatorami sesji były Wojewódzki Komitet Wykonawczy PZPR, Okręgowa Komisja Badań Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie oraz Powiatowy Komitet Frontu Jedności Narodu w Nowym Dworze. W dniu 24 września 1972 r. na placu przed szkołą w Pomiechówku odsłonięty został pomnik ku czci więźniów Pomiechówka. Na nim widnieje napis: Hołd i wieczna pamięć patriotom zamordowanym przez hitlerowskich faszystów. Uroczystość odsłonięcia pomnika zgromadziła duże rzesze ludzi. Twórcą pomnika jest artysta rzeźbiarz Antoni Ślęzak. W miejscowej szkole podstawowej zorganizowano wówczas Izbę Pamięci Narodowej.

Od 1952 r. do 2006 r. Fort III był składnicą amunicji Wojska Polskiego. Od maja 2009 r. jest wpisany do rejestru zabytków. Dziś stoi pusty, pilnowany przez służby ochrony, które zapobiegają jego dewastacji i rozkradaniu.

Współczesne działania IPN na terenie Fortu

Jesienią 2018 r. Instytut Pamięci Narodowej rozpoczął w Forcie III prace ekshumacyjne – planowane w sumie na kilka lat (z uwagi na rozległość terenu Fortu). Pierwsza część prac ekshumacyjnych zakończyła się pochówkiem w dniu 15 grudnia 2018 r. Na lewym placu broni pochowano odnalezione szczątki szesnastu mężczyzn, dziesięciu kobiet oraz szczątki poekshumacyjne należące do co najmniej trzydziestu jeden innych osób. Ceremonia miała charakter uroczysty, ale również symboliczny, z uwagi na planowane dalsze prace archeologiczne oraz założenie zorganizowania dużych uroczystości upamiętnienia ofiar, na zakończenie prac ekshumacyjnych.

W okresie czerwiec - lipiec 2019 r. prowadzone były przez IPN kolejne prace archeologiczne w Forcie (prawy dziedziniec i fragment tzw. Górki). Tym razem ekslumowano szczątki 43 osób dorosłych i 3 dzieci. Porzeb odbył się w dniu 5 września w Forcie. Do poprzenich krzyży dołączyły kolejne.

Więcej informacji 

Więcej informacji na temat Fortu III w Pomiechówku znajdą Państwo w zakładce "Publikacje". Zachęcamy do zapoznania się z wymienionymi w w/w zakładce książkami i artykułami na temat Fortu III w Pomiechówku. Wszystkie dane aktualizujemy na bieżąco.